sobota, 28 października 2017

Chwasty na talerzu - najpopularniejsze dzikie rośliny w kuchni

Jednym z moich największych autorytetów, jeśli chodzi o zielarstwo i naturalny styl życia, jest Łukasz Łuczaj, autor takich książek, jak „Dzikie rośliny jadalne Polski” czy „Dzika kuchnia”. Ostatnio miałem okazję zapoznać się z jego opracowaniem, na temat zwyczaju jedzenia w Polsce roślin dziko rosnących, co zainspirowało mnie, do pociągnięcia tego tematu i opisania, jak ma się ta sprawa, w województwie lubelskim.

Moda na jedzenie chwastów i roślin dziko rosnących powraca, co bardzo mnie cieszy. W ten sposób, możemy nie tylko dbać o zdrowie organizmu i urozmaicić dietę o wartościowe produkty, ale także utrzeć nosa „wielkim korporacjom”, które przez lata wmawiały nam, co jest dla nas najlepsze.
Moi rodzice mieszkający na wsi, nigdy nie byli w warzywniaku i wszystkie warzywa, które trafiały na stół, były przez nich uprawiane na działce. W podobny sposób, postępuje większość mieszkańców wsi. Rośliny dziko rosnące trafiają na stół okazjonalnie, raczej jako sposób na urozmaicenie diety, niż z konieczności. 
Nie zawsze tak było – w swoich badaniach, Leszek Łuczaj wskazuje wielokrotnie, że chwasty w czasie wojny i nieurodzaju, a także na przednówku (czyli w okresie przed żniwami, kiedy kończyły się zapasy), ludzie interesowali się chwastami coraz bardziej. Im większy był głód, tym mniej strawne i mniej smaczne rośliny wędrowały na stoły. Obecnie Polacy, raczej unikają jedzenia roślin dziko rosnących, czym różnią się, od narodów żyjących w basenie Morza Śródziemnego. Szkoda, ponieważ wiele z nich, bez problemu wygrywa z tym, co oferują nam stoiska z warzywami w supermarketach.
Dlaczego coraz rzadziej jemy chwasty?
Moim zdaniem, jest to podyktowane wygodą. Warzywa uprawne są dzisiaj tanie, ładnie wyrośnięte i nie wymagają długiej i skomplikowanej obróbki. Nie trzeba też ich szukać na łące i zastanawiać się czy na pewno zbieramy gatunek, który nam nie zaszkodzi. Pisałem o tym też w poście na temat zaniku znajomości ziół wśród Polaków.
Chwasty często wymagają także dokładnego przebierania i długiego mycia, co sprawia, że przygotowanie posiłków, zajmuje dużo czasu. Kolejnym problemem, jest zanikanie tradycji jedzenia takich roślin. Współczesny człowiek oddala się coraz bardziej od natury – niektóre dzieci, nigdy nie widziały prawdziwej łąki czy żywej krowy i pewnie wydaje się im, że warzywa rosną w fabryce, gdzie są od razu myte i paczkowane.
Osoby starsze żyjące na wsi, które pamiętają jeszcze dawne tradycje, też coraz częściej wybierają wygodniejszą opcję.
Orędownikami powrotu do natury, są natomiast młode osoby zainteresowane tematem zdrowego odżywiania i zielarstwa, a także są świadome zagrożeń, które płyną z jedzenia żywności przetworzonej.

Jakie chwasty trafiają na nasze stoły?
W tym miejscu postaram się opisać dzikie rośliny, z których tradycją jedzenia spotkałem się na wsi.

Lebioda (komosa)
Lebioda ma smak bardzo przypominający szpinak, a można nawet powiedzieć, że dobrze przygotowana, jest od niego smaczniejsza. Jadalne są jedynie młode liście komosy oraz jej nasiona. Lebioda zawiera dużo wartościowych makroskładników (aż 16% białka !) i witaminy – aż dziw bierze, że nikt nie zainteresował się tym, by ją uprawiać i wyselekcjonować jeszcze wartościowsze odmiany. W sklepach ze zdrową żywnością można kupić kaszę z komosy ryżowej (Quinoa), która jest bardzo mocno promowana.
Komosa uratowała od śmierci głodowej miliony osób. Nasionka tej rośliny mogą służyć do wyboru kaszy lub mąki.
Roślina zbierana na łąkach wymaga żmudnego przebierania, ponieważ na jej liściach znajdują się często jaja mszyc. Często jest traktowana jako chwast.


Mlecz (mniszek lekarski)
Jest traktowany jako uporczywy chwast, który zarasta całe łąki. Jak pisze Leszek Łuczaj, „miód” z mlecza, trafił na polskie stoły dopiero wtedy, gdy cukier potaniał i stał się ogólnodostępny. Miód z mlecza ma wyjątkowy smak i może być podawany zarówno przy przeziębieniu, jak i zamiast zwykłego miodu, do słodzenia herbaty.
W kuchnie wykorzystuje się też liście mniszka, jednak zanim trafią one na talerz, muszą przeleżeć jakiś czas w ciemnym miejscu lub pod przykryciem, aby pozbyć się ich gorzkiego smaku.



Chrzan
Chrzan to niesforna roślina, która rośnie, gdzie jej się podoba. Można go zarówno uprawiać na działce, jak i wykopać sobie chrzan, który rośnie na łące. W kuchni stosuje się go jako przyprawę do ogórków, dodatek do sosów i ćwikły. Pobudza apetyt, odkaża układ pokarmowy oraz zmniejsza ryzyko występowania stanów zapalnych.


Mięta polna
Jej zapach jest znacznie słabszy niż mięty pieprzowej, którą znamy ze sklepu zielarskiego. Zachowuje jednak część właściwości swojej krewniaczki i wpływa korzystnie na układ pokarmowy. Mięta polna jest w województwie lubelskim dodawana do pierogów.
Gdy pracowałem w sklepie zielarskim, starsza klientka chciała kupić właśnie miętę polną, ponieważ robiła pierogi. Niestety, ale nie mieliśmy jej w sprzedaży.

Podsumowanie
Istnieje znacznie więcej roślin, które mogą trafić na nasze stoły. Kiedyś bardzo popularne było jedzenie barszczu pospolitego, od którego pochodzi nazwa zupy. Jadalna jest także pokrzywa, koniczyna czy szczaw kędzierzawy, pasternak zwyczajny, nasiona wielu drzew, cykoria i wiele innych, jednak autor nie miał jeszcze okazji się z nimi zapoznać osobiście. Na osobną uwagę zasługują także dziko rosnące zioła (za które często płacimy duże pieniądze), owoce i grzyby.


2 komentarze :

  1. czy pisze Pani o LUKASZU LUCZAJU?

    OdpowiedzUsuń
  2. Leszek czy Łukasz Łuczaj? Popraw błąd.

    OdpowiedzUsuń