sobota, 23 maja 2015

26 sposobów na rozpoznanie współczesnego „znachora” - część druga

Cześć,
w poprzednim wpisie przestawiłem 9 kontrowersyjnych sposobów, jakich używają szarlatani, by zachęcić nas do zakupów ich tabletek „na wszystko”. Oto dalsza część.
10 – Według szarlatanów rekomendowane dawki witamin są zaniżone.
Zalecenia RDA są aktualizowane co pięć lat i są zdefiniowane jako ilość witamin i minerałów, jaką należy przyjmować, która jest najbardziej odpowiednia dla większości osób. Nie są to minimalne dawki, a także spotkałem się z opinią, że nie są to też dawki niezbędne dla zdrowia – z różnych względów dawki RDA są większe, niż potrzebujesz. Oczywiście firmy sprzedające
suplementy diety twierdzą, że dawki powinny być większe – dzięki temu kupisz więcej ich tabletek.
11 – Oszuści powiedzą Ci, że jeśli jesteś ciągle zestresowany lub chorujesz na określone choroby, Twoje zapotrzebowanie na minerały i witaminy wzrośnie.
Kiedyś spotkałem się z przykładem kozy, która w czasie stresu produkuje niesamowite ilości witaminy C. W reklamie pojawiła się informacja, że człowiek nie ma takiej możliwości, dlatego cierpi na niedobory witamin. To bzdura.
W dzisiejszych czasach znalezienie osoby, która ma awitaminozę, jest trudniejsze, niż cygana-jedynaka. Jeśli normalnie funkcjonujesz, nie masz problemów z brakiem witamin – w przeciwnym razie wypadałyby Ci zęby i leżałbyś w szpitalu. Ludzie biorą teraz witaminy, bo wychodzą na dwór albo grają w piłkę, bo ktoś im powiedział, że są narażeni na niedobory. Najwięcej biorą ich chyba kulturyści, bo nie dość, że jedzą znacznie więcej niż inne osoby, to jeszcze uzupełniają dietę tabletkami.
Często pojawia się kłamstwo o tym, że palacze potrzebują więcej witaminy C. Prawdą jest, że palacze mają nieco większe zapotrzebowanie, ale nie jest ono na tyle duże, by nazywać ich stan niedoborem.
Ponadto pojawia się problem etyczny – zamiast mówić palaczom, żeby przestali palić, wciska się im większą dawkę witamin.
Stwierdzenie, że w stresie potrzebujemy więcej witamin, to kolejne kłamstwo.
12 – Rekomendują, że ich suplementy i zdrowa żywność jest potrzebna wszystkim
Nic dziwnego – im więcej ludzi w to uwierzy, tym więcej preparatów się sprzeda. Według marketingowców, całe grupy ludzi są narażone na poważne choroby. Szkoda, że nie przedstawiają, jak dużo ludzi kupuje ich produkty i ile na nich zarabiają (marże są ogromne).
Termin „zdrowa żywność” jest bardzo modny, ale nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wszystko, co zjemy, ma jakieś wartości odżywcze i nie ma znaczenia, czy będzie to grapefruit z Lidla, czy pięciokrotnie droższy, z plantacji RobertaYounga. 
Śmieciowe jedzenie może prowadzić do otyłości i chorób, które są z nią związane, ale na pewno nie można powiedzieć, że nie ma żadnych wartości odżywczych.
13 – Nasze witaminy są naturalne i lepsze od syntetycznych
Ludzie wierzą w te kłamstwa i przychodzą do sklepów po kwas laskorbinowy (jedna z pacjentek nie dała się przekonać mojej znajomej, że to to samo, co kwas L-ascorbinowy i wyszła z fochem). Nie ma znaczenia, czy jakiś związek chemiczny będzie pochodził z rośliny, czy zostanie zsyntetyzowany sztucznie – to ta sama substancja. Pojawiają się też informacje o tym, że substancje poprawiają wchłanianie witamin lub minerałów – jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
14 – Jeśli wypełnisz kwestionariusz albo przejrzysz gazetkę, dowiesz się, jakich witamin i minerałów potrzebujesz (a raczej możesz u nas kupić)
Firmy często wychodzą do ludzi z ankietami, by zaproponować im najlepiej dobrane preparaty. Moim zdaniem, to jedna z najbardziej prymitywnych form wciskania klientowi różnych preparatów. Podobnie jest z katalogami produktów – po ich przejrzeniu będziesz miał wrażenie, że cierpisz na 10 różnych chorób i musisz wykupić połowę asortymentu. Działa to szczególnie przy pigułkach z cukru … chciałem napisać, środkach homeopatycznych.
15 – Odchudzanie to nic trudnego …
Jeśli tylko kupisz nasze preparaty.
Odchudzanie jest proste, jeśli zaczniesz robić to, czego nie lubisz – jeść mniej i ćwiczyć więcej. Co więcej, dietę o odpowiedniej zawartości kalorii należy zachować praktycznie do końca życia, w przeciwnym razie utyjemy. 50% starszych ludzi kupuje preparat, którym będzie mogło zagryzać czekoladę, by nie utyć. O nie, nie tędy droga. Odchudzanie wymaga dyscypliny i jest ch. lernie trudne. 
16 – Obietnica szybkich, znaczących i cudownych rezultatów
Olej z węża miał leczyć wszystkie dolegliwości ludzi, podobnie, jak preparaty, które będą Ci proponować w sklepie z ziołami. Zdesperowany człowiek kupi wszystko, nawet propolis pod nazwą Varumin, który uleczy nowotwory i wykończy go finansowo (to najsmutniejszy przykład, z jakim się spotkałem). Olejek oregano ma zabijać bakterie, ale tylko te wrogie (mądry, jak ruski komputer), a błonnik witalny ma usunąć 10 kilo złogów. Wszystkie terapie, które nie zostały potwierdzone przez medycynę, są ruletką – wygrywa w niej tylko ten, do kogo należy stół, czyli firma.
17 – Jeśli prowadzą praktykę, od razu sprzedają swoje preparaty
Najlepiej wydoić kogoś do końca – skasować pieniądze za wizytę i za preparaty, które są sygnowane marką szarlatana. Stefan Korżawski (domyśl się, o kogo chodzi), sprzedaje książki, w których reklamuje swoje herbatki, jako lekarstwa na różne problemy. Robert Young promuje swoje preparaty, a lubelska Serwinka, swoje chińskie maści ICE, których nie można kupić nigdzie indziej. W tym ostatnim przypadku oddam znachorce rację, bo znam relacje wielu ludzi, którym pomogła.
18 Używają pseudomedycznego języka
Moi drodzy, takie słowa, jak „oczyszczanie organizmu”, „zakwaszenie” „zanieczyszczenia”, „zaziębienie” nie występują w podręcznikach do medycyny, bo nijak się mają do rzeczywistości. Takie określenia, jak „wzmacnianie układu odpornościowego”, „odblokowanie zdolności do bycia zdrowym” to chwyty reklamowe, wymyślone przez szarlatanów.
Trudno to udowodnić, bo ta łasicza mowa brzmi mądrze, a sam sprzedawca często może pochwalić się pseudonaukową książką na dany temat. Większość z szarlatanów nie ma dyplomu medycznego – Michaił Borysowicz Tombak ma dyplom z biologii i z chemii, a przez wiele lat zajmował się parapsychologią. Z tego powodu, wierzę doktorowi Kwaśniewskiemu, a nie wierzę tym, którzy sami się nominowali na lekarzy.

A propos tak popularnego „odtruwania” - już w 1930 roku odkryto, że to bzdura. Zanim kupisz błonnik witalny, który „działa jak naturalna miotełka”, zastanów się, dlaczego żaden z lekarzy nie wykrył „kamieni kałowych” podczas kolonoskopii i badania rentgenowskiego?
Na dziś wystarczy, dalsza dawka informacji wkrótce. Jeśli mój wpis zdjął Ci bielmo z oczu, albo wkurzył, bo właśnie kupiłeś wszystkie książki Stefana Korżawskiego, zapisz się na newsletter lub napisz komentarz!
Źródło 

http://www.quackwatch.com/01QuackeryRelatedTopics/spotquack.html

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz