sobota, 13 kwietnia 2013

Kontrowersje na temat alternatywnej „terapii przeciwnowotworowej” - czyli o pestkach moreli gorzkiej


Jak ktoś kiedyś powiedział – całkowity brak wiedzy nie jest szkodliwy tak jak jej niewielka ilość. Ta prawda sprawdza się także w przypadku leczenia metodami naturalnymi, metodą, która wydaje się po oględnym przyjrzeniu się bardzo kontrowersyjna. Chodzi mianowicie o leczenie z użyciem pestek moreli gorzkiej, wokół których narasta coraz większa liczba mitów. Formułując opinie o preparatach które mogą mieć na nas szkodliwe działanie, nie opierajmy się jedynie na artykułach znalezionych gdzieś w sieci - zdrowy rozsądek przydaje się także. 

Cudowny lek czy trucizna

Z jednej strony jawi się nam teoria spiskowa o tym że „koncerny farmaceutyczne” nie chcą wprowadzić do obrotu cudownego leku na raka (czyli witaminy B17 zawartej w pestkach) z uwagi na możliwość utraty zarobków z bardzo drogich preparatów, dostępnych obecnie w sprzedaży. Z drugiej strony natomiast przeraża nas zawartość kwasu pruskiego w pestkach. Jak to zwykle bywa, najwięcej do powiedzenia w obu tych kwestiach mają osoby, które posiadają niewiele wiedzy. Koncerny farmaceutyczne oraz naukowcy zachowują powściągliwe milczenie. 

Trujące, ale zdrowe.

Pestki niemal wszystkich owoców zawierają pewną jednostkę cyjanku, która po spożyciu uwalnia się do organizmu, jednak tylko za pośrednictwem enzymu o nazwie betaglukozydaza. Według źródeł, zawartość tego enzymu w organizmie jest zbyt mała, by można było się zatruć pestkami, a zwiększa się ona w pobliżu guza nowotworowego. Czy wpływa na guza nowotworowego? Moim zdaniem szanse na uzdrowienie z pomocą pestek są bardzo niewielkie. Amigdalina rozkłada się do trujących metabolitów i nie ma pewności, że nie trafiają one do krwiobiegu, zatruwając i tak schorowany organizm. Z badań wynika iż właśnie tak się dzieje. 

Dlaczego nikt nie chce Nobla?

Wynalezienie leku na raka jest ogromnym wyzwaniem – dotychczasowa terapia, którą stosują lekarze, jest obciążająca dla organizmu i rzadko kiedy daje szanse na pełne wyzdrowienie. Nic zatem dziwnego, iż ludzie szukają szansy ucieczki od chemioterapii czy naświetlań – łapiąc się takich preparatów jak pestki moreli gorzkiej. Nie o tym jednak miała być mowa. Możemy zastanowić się, dlaczego nikt nie chce przeprowadzić badań nad pestkami moreli i wprowadzić je na rynek? Jestem przekonany, że odkrycie leku na nowotwory – a tak pestki moreli gorzkiej się opisuje w „alternatywnej medycynie”, dałoby niemal pewna nagrodę Nobla z dziedziny medycyny, oraz wieczną chwałę i wdzięczność milionów ludzi. 

Nauka mówi nie...

Odpowiedź jest prosta – medycyna nie jest zainteresowana preparatami, które nie działają. Logicznie rzecz ujmując – gdyby amigdalina działała, byłaby dostępna legalnie w aptekach na całym świecie – tak jak penicylina. Z uwagi na to, że jedynym jej działaniem jest podtruwanie pacjenta, jest dostępna legalnie w Meksyku. Pomimo badań prowadzonych przez dr Ernsta Krebsa amigdalina nie została dopuszczona do obrotu zarówno przez AMA w Stanach Zjednoczonych, jak i nigdzie indziej poza Meksykiem. Na niewiedzy ludzi oraz na nadziei na wyleczenie żeruje tysiące firm, które wypuszczają na rynek zarówno paczkowane pestki moreli, jak i suplementy zawierające witaminę B17. Jak na razie tabletki nie są dostępne w Polsce, ale zainteresowanie jest ogromne. 

Podsumowanie

W sieci można znaleźć tysiące artykułów w różnych językach o tym jak wyleczono raka za pomocą pestek moreli gorzkiej. Brakuje jednak zarówno rzetelnych badań, jak i udokumentowanych przypadków wyleczenia. Najbardziej zdumiewa mnie ignorancja osób wypowiadających się (bez jakiejkolwiek wiedzy), o leczeniu tym „preparatem”. 
Polacy mają tendencję do zupełnego ignorowania chociażby zdrowego rozsądku (na pewno babcia mówiła ci, żebyś wyrzucał ogryzek z jabłka, a nie zjadał go, bo będzie cię bolał brzuch), jak i do formowania własnych teorii. 
Wiele razy słyszałem zapewnienia, iż organizm się „przyzwyczai” do niewielkiej dawki pestek i pacjent przejdzie na większą ilość dziennie. Teoria jest słuszna – im więcej organizm będzie przyjmował pestek, tym enzym służący do uwalniania cyjanku będzie działał skuteczniej. Wtedy będziemy się szybciej zatruwali.  

7 komentarzy :

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. W poście jest napisane, że amigdaline jest w każdych pestkach. Zatem dlaczego nie zatruwają się osoby które jedzą nasiona słonecznika, dyni, siemie lniane i wiele innych nasion i pestek ?
    Czy ktoś opracował rzetelne opracowanie zawierające ilość amigaliny w 100 gramach produktów poszczególnych ?
    Może amigdalina podawana dożylnie jest bardziej skuteczna ?
    Może amigdalina podawana igłą do guza działa ?
    Nie wiem. Ale brak rzetelnych badań naukowych które obalałyby mit o amagalinie jest zastanawiający...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt dużo jest w tym komentarzu "być może". Zanim preparat wejdzie do stosowania może minąć nawet 20 lat, a skutki uboczne amigdaliny widoczne są już na pierwszy rzut oka.

      Usuń
  3. p.s. podobno amigdalina jest m.in. w siemieniu lnianym - a ludzie dosypują go do ciasta na chleb.
    Wiele osób także pije siemie lniane - dlaczego więc te osoby się na zatrują ? Jeśli ktoś ma wiarygodne dane na temat amagdaliny proszę o podesłanie na maila plytkiceramiczne@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy ten artykul byl napisany przez firme farmaceutyczna?? ha,ha dawno sie tak nie usmialam, co za brednie. Niezalezne firmy blagaly azeby przeprowadzic badania ale nie dostali zgody, a wczesniejcze badania zostaly sfalszowane. Prosze poczytac " swiat bez raka" E.Griffina. Pewnie cenzura I tak nie dopusci..

    OdpowiedzUsuń
  5. u nasz wszystko to co moglo by wyleczyc jest szkodliwe,albo nie oplacalne .raka mozna leczyc na wiele sposobow z zadowalajacymi efektami ale lekarze podaja chemie chociaz jest szkodliwa i tak naprawde nie leczy .. tak samo jak szczepionki . Kaza nam sie szczepic w trosce o nasze zdrowie a to jest tak bezsensowne jak ten artykul

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzecz chyba leży w odpowiedniej proporcji. Każdy lek oficjalnie zbadany i zatwierdzony, każde zioło, nawet zwykłe mleko lub herbata, zaszkodzi nam w nadmiarze. Aspiryna w nadmiarze przynosi wrzody żołądka. Jednak ich brak, to brak odpowiednich składników z jakimi współgra nasz organizm. Cjankalia i kwas pruski są obecne w pestkach bo chronią je - te najwartościowsze części rośli służących rozmnażaniu, przed grzybami, wirusami, pasożytami. Szczególnie silne w tych gorzkich, jak pestki moreli czy grejpfruta. Z grejpfruta są w aptekach antygrzybicze krople. Z pestek moreli tez wreszcie się pojawiły. Migdały też mają ten składnik, tylko mniej, a są w sprzedaży. Powyższe wyciągi pojawiły się dzięki parciu ludzi na leki zawierające takie składniki, pozytywnych wynikach niezależnych badań, opisanych lecz nie reklamowanych jako konkurencyjne do leków bardzo drogich, produkowanych przez bogate korporacje. Chemioterapia i radio terapia to żadna terapia. Te metody zawsze po kilku latach stosowania z okresem zwykle krótkiej poprawy zdrowia, więcej ludzi zabijają niż pomagają. A jednak idą na te metody olbrzymie dotacje. Dlatego, nikt nie uzyska nobla bo nie przeprowadzi wieloletnich badań za swoje prywatne pieniądze, na udowodnienie korzyści z amigdaliny. Bo żaden koncern nie chce nobla tylko miliardów zysku. A leki amigdalinowe czy same pestki, są zbyt tanie! Pewien doktor medycyny posiadający w USA własną klinikę, idzie do tego nobla bo ma własną kasę, już kilkadziesiąt lat, prowadząc badania na wyciągu odpornościowych związków z moczu zdrowego człowieka. Ratując setki ludzi w chorobach nowotworowych. Ma już za sobą wiele procesów (wygranych) wytaczanych mu przez koncerny farmaceutyczne, pomimo, że badania prowadzi zgodnie z przepisami państwowymi i pod nadzorem. Witaminę 'c' dostarcza nam środowisko. Bez niej, chorowalibyśmy na podagrę i szkorbut, jak dawniej marynarze. Ludzki organizm jej nie produkuje. Podobnie jest z nowotworami. Zdrowy człowiek posiada wiele komórek nowotworowych, nie aktywnych. Jego układ odpornościowy wzbogacany składnikami roślinnymi, je niszczy. Zapobiegając chorobie, tej czy innej. Leczenie tradycyjne, to już likwidowanie skutków. Jedzmy więc pestki, zioła, w wielu rodzajach i mądrze. Odrobaczajmy się też ziołami, bo pasożyty niszczą siłę naszego układu odpornościowego i wywołują stany zapalne przechodzące w inne choroby a nawet nowotwory. Nie można nie czerpać z natury, bo zbyt wiele toksyn i chemii mamy w żywności, w powietrzu i wodzie. Tym bardziej, że natura leczy wszystko, a raczej zapobiega wszelkich chorobom. Tylko nie śmiercią. Zapobiegajmy, mądrze, systematycznie, codziennie, profilaktycznie, zamiast później zabijać się pierwiastkami promieniotwórczymi grając w ruletką, bo to całkowicie niepewna metoda. Wolę pestki póki jestem zdrowy! Bo w ciężkiej chorobie mają prawo już nam nie pomóc. A głowa bolała mnie w młodych latach często. Po aspirynie na ten ból bardzo łatwo się przeziębiałem, bo niszczy śluzówkę gardła. Teraz, leczę się z przeziębień pijąc co trzy godziny 5 rozpuszczonych w wodzie tabletek węgla, z wymoczonym zmiażdżonym ząbkiem czosnku i cytryną. Po dwóch dniach nie choruję. Tak oczyszcza jelita z toksyn osłabiających układ odpornościowy a czosnek zabija wirusy.... Jednak muszę oddać szacunek autorowi, ostrzegającemu o skutkach ubocznych, nadmiernym zażywaniu pestek czy z niewłaściwymi dodatkami!

    OdpowiedzUsuń